Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk pohukującej sowy. Byłam sama, sama w tym cholernym lesie, moja zdolność do pakowania się w kłopoty doprowadza mnie do szału. Szłam przed siebie, a słońce znajdowało się coraz niżej na nieboskłonie. Próbowała nie płakać. Najważniejsze to nie wpadać w panikę. Jeszcze trochę,parę kroków i uda mi się stąd wydostać. Telefon zostawiłam na tylnym siedzeniu samochodu, co mnie podkusiło by pokłócić się z nim w środku lasu? Bolały mnie dłonie, czułam krew spływającą z policzka. Znowu mnie uderzył, pobił za tych kilka słów i zostawił. Po co nadal się z nim spotykam? Boję się go. Staram się milczeć, gdy krzyczy, nie zaprzeczać. Starałam się odejść, ale to nie wychodzi. Miłość, czy to ma być to co czuje? Poeci pisali o niej tyle, a dla mnie jest tylko pasmem upokorzeń i bólu. Nieprzespane noce, kilka dni spędzonych w szpitalu i obolałe ciało. Za co? Co z tej cholernej miłości mi zostało? Spacer samotny po lesie? Szłam tak już dobre dwie godziny, gdy nagle udało mi się znaleźć jakąś asfaltową drogę. Mało uczęszczana, ale może uda mi się kogoś spotkać. Samochód, nawet zatrzymał się. Pan koło trzydziestki. Zadbany, przystojny,obiecuje podwieźć mnie do miasteczka. Pyta się czy wszystko w porządku, czy zawieźć mnie do szpitala, ale grzecznie odpowiadam, że się przewróciłam i wszystko jest dobrze. Chyba mi nie wierzy, ale zabiera ze sobą bez pytania. Rozmawiamy swobodnie o życiu, on jest prawnikiem w dużej kancelarii. Ma na imię Rafał. Dwa miesiące temu zostawiła go dziewczyna, nie wytrzymuje, zaczynam płakać. Płakać i opowiadać mu o nim. Jest coraz gorzej, nie potrafię się uspokoić. Dojeżdżamy do małego miasteczka, jest już ciemno. Ostatni autobus odjechał dwie godziny temu. On nie pozwala mi odejść, zabiera do siebie. Jestem potulna i grzeczna, nie mam siły się kłócić, więc idę za nim. Typowe mieszkanie kawalera. Pokój, kuchnia, łazienka, artystyczny nieład. Siadam na kanapie,on robi mi kawę, podaje kanapki z serem i przeprasza, że nie ma nic więcej dojedzenia. W tle gra Bach. On uwielbia Bacha, kobieta, która go zostawiła musiała być idiotką. Przygotowuje mi ką

iel, daje ręcznik i starą wyciągniętą koszulkę. Patrzę w lustro. Dziś nie przypominam miss piękności. Zapuchnięte oczy, siniak na policzku, włosy w nie ładzie, ubranie brudne i zakrwawione. Dziękuje i idę do kuchni zadzwonić. Mój rzekomy książę z bajki odbiera po dwóch sygnałach. Krzyczy, że mam natychmiast wracać, że sama tego chciałam i to nie jego wina, że doprowadzam go do szału. Świetnie, a czyja wina, że uderzył mnie, gdy powiedziałam, że kolega z pracy odwiózł mnie wczoraj do domu? Przepraszam, mówię, że będę jutro, a on obiecuje, że jak wrócę to go popamiętam. Rzucam słuchawką. Rafał podchodzi do mnie, przytula mnie i nie pyta o nic. Ja nie wytrzymuje opowiadam mu wszystko. Pyta po co mi to, czemu z nim jestem. Nie umiem odpowiedzieć, bełkocze o miłości, bronie go, mówię, że to moja wina, że nie powinnam go denerwować, ale sama nie bardzo w to wierzę. Uciekam do łazienki zanim przyznam się do tego. Pół godziny w wannie stawia mnie na nogi. Patrzę w lustro, wyglądam dużo lepiej. Rześko wchodzę do pokoju. Rafał przez ten czas wyskoczył do sklepu i ugotował kolację. Pierwszy raz jakiś mężczyzna ugotował mi coś. Rzucam się na jedzenie i pochłaniam wszystko co leży na moim talerzu. Otwieramy wino i rozmawiamy. Mówię mu o moich marzeniach, o tym, że nie skończyłam studiów, bo mój mężczyzna, był za bardzo zazdrosny o kolegów z uczelni, opowiadam o tym jak walczyłam przez 8 miesięcy by móc iść do pracy. On dziwi się, że to wytrzymuje. Pyta się mnie czy jestem szczęśliwa, pyta czemu nie odejdę. Ja szepcze pod nosem, że się boje.
- powiedz to głośno! Powiedz.- odpowiada mi. Ja wykrzykuje to i znowu łzy ciekną mi po policzku. Rafał mnie obejmuje i delikatnie głaszcze pogłowie. Dawno nie było mi tak dobrze. Powinnam się odsunąć, wybiec i uciec, gdy mój mężczyzna się dowie zabije jego, a później mnie. Ale nie mogę, nie potrafię wstać, krzyknąć. Patrzę mu w oczy, widzę w nich bezpieczeństwo i spokój. Patrzę i krzyczę w środku, karcę siebie za zachowanie, ale moja twarz znajduje się obok jego twarzy, znajduje się niebezpiecznie blisko...
--
"No matter what you do for them, eventually, they will hate you." ~Green Goblin
--
ModelMayhem
bemodel
OneModelPlace
--
kill me or love me:]
--
Can you see the light?
--
kill me or love me:]
--
kill me or love me:]
--
kill me or love me:]
--
!.:::"Pee or not to Pee" :::.!
Previous Page12345...Next Page